Raixen wjechał w
las. Roudak siedział za nim na koniu. Był związany, ale nie próbował się
uwolnić, ponieważ był ogłuszony. Nagle jego koń, Blaze, stanął Raixen nie
wiedząc, co się dzieje lekko się zaniepokoił, ale już za chwilę zauważył
nadjeżdżającego z naprzeciwka swojego przyjaciela, Lyona, młodzieniec był na
jednym roku nauki z Raixenem i nie raz już razem gdzieś wyjeżdżali, Lyon był
nieco potężniejszy w barkach od Raixena, natomiast nie dysponował, aż tak dużym talentem magicznym, toteż wzajemnie
się uzupełnieli, chłopak miał długą i gęsto czuprynę kasztanowych włosów, miał
na sobie płaszcz, i kapelusz. Blaze zawsze przystawał na chwilę, kiedy ktoś
nadjeżdżał. Od tak, to po prostu był jego nawyk.
-Witaj
Lyon!-Wykrzyczał Raixen.
-Cześć
Raix-odpowiedział jego przyjaciel.
-Co tam
słychać?-Zapytał chłopak.
-Spokojnie, jak
zwykle
-Nikt się o mnie
nie niepokoił?
-Twój mistrz Derk
ostanie mnie wypytywał czy miałem z tobą kontakt ale to chyba zrozumiałe, skoro
nie było cię kilka tygodni, ale widzę, że nie jedziesz z niczym.
-Udało mi się
złapać tego obwiesia po kilku starciach, potem musiałem go szukać, ale okazało
się, że to on znalazł mnie.
Raixen i Lyon po
jeszcze kilku zdaniach rozmowy zdecydowali, że rozbiją tu obóz i oboje wrócą do
szkoły, ponieważ Lyon jechał właśnie po to aby sprawdzić jak idzie
przyjacielowi.
Brunet zdjął
Roudaka z konia i przywiązał go do drzewa.Lyon poszedł po chrust, a Raixen
zajął się przygotowywaniem posłania dla nich obu. Kiedy chłopak wrócił Raixen
pomógł mu rozpalić małe palenisko i ugotować sobie zająca, którego Lyon
upolował, kiedy jechał po swojego przyjaciela. Po zjedzonym posiłku, Raixen i
Lyon jeszcze chwile rozmawiali przy dogasającym ogniu, po czym Raix zasnął a
Lyon objął pierwszą wartę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz